Pod koniec 2016 roku udało mi się przeprowadzić kilka ważnych zmian w moim życiu. Największą zmianą była zmiana mieszkania i organizacja pracy zdalnej (z domu). Przygotowania do tego wydarzenia trwały już od wczesnego lata. Wspólnie z żoną szukaliśmy miejsca, gdzie przenieść nasze życie. Pomysłów było kilka m.in Malta, Chorwacja, Portugalia i Bristol. Wygrał Bristol, bo był najbliższy naszemu sercu i miał wyjątkowy klimat. O szczegółach przeprowadzki opowiem innym razem, dzisiaj chciałbym się z Wami podzielić tym, jak przedłużyłem mój dzień o kilka dodatkowych godzin.

Zacznę od tego, że teraz pracuję, jak wiecie z domu. Gdy planowałem przeprowadzkę myślałem, że będę mieć dużo wolnego czasu. Byłem przekonany, że pracując z domu zaoszczędzę co najmniej 3-5 godzin dziennie – nie muszę dojeżdżać do biura, nie marnuję czasu w korkach, nie zagaduję się z ludźmi z biura, nie prowadzę luźnych, nic niewnoszących w życie rozmów z kolegami przy kawie. Do tego nikt mnie nie rozprasza – robię to, co chcę i wtedy kiedy chcę.

Przez pierwsze miesiące wszystko wyglądało pięknie i ładne. System działał, trzymałem się wytycznych i udało mi się oddzielić obowiązki domowe od zawodowych. Zostałem Panem własnego czasu. Codziennie wstawałem o 8 rano, brałem prysznic, piłem śniadaniowe smoothie, po czym z kubkiem kawy logowałem się codziennie o 9 rano do systemu i zaczynałem pracę. Po lunchu najczęściej wychodziłem na godzinny spacer po okolicy, by dotlenić mózg. A gdy moja żona wracała o 18 do domu wyłączałem kompa i szedłem z nią gotować kolację. Później najczęściej był czas na relaks, książkę, Netflix, wino i ostatecznie sen.

Wszystko wyglądało cudownie. Nadal jednak cierpiałem na brak czasu. Ciągle nie wyrabiałem się z zadaniami na dany dzień, nie byłem też w stanie nadrobić niewykonanych obowiązków z poprzednich dni. Dni na wiosnę robiły się coraz dłuższe, a ja ciągle się nie wyrabiałem. Postanowiłem się temu przyjrzeć i wybadać co się dzieje z moim czasem. Gdzie są te dwie godziny zaoszczędzone na dojazdy do biura, gdzie jest ten czas z luźnych rozmów z ludźmi w biurze?

Zwróciłem się o pomoc do internetu. Wyszukałem hasło: “zarządzanie czasem”. Obejrzałem kilka ciekawych filmów na YouTube w tym najważniejszy „Zarządzanie czasem” – wykład motywacyjny Michała Łęgowskiego (link tutaj), przeczytałem też kilka książek, które polecam: 4-godzinny tydzień pracy Tima Ferrisa (genialna książka!), Bogać się, kiedy śpisz Ben Sweetland oraz książkę Filozofia Kaizen Roberta Mauera. W tych fantastycznych książkach znalazłem wiele wskazówek jak usprawnić swoje życie i nadać mu sens. Dowiedziałem się o wyznaczaniu celów, planowaniu, zarządzaniu zadaniami, delegowaniu i mądrym zarządzaniu swoim życiem! Polecam każdemu! 🙂

Koniec czytania wiadomości

Teraz wstaję wcześniej, robię ćwiczenia, czytam afirmacje, wypełniam dziennik, pracuję, mam czas na bloga, na naukę języków, na książkę, spacer i dobre spędzanie wspólnego czasu z moją zoną. Jak to się stało? Wyeliminowałem rzeczy, które mnie rozpraszały, zwłaszcza te, które zabierały mój czas i uwagę, a niewiele wnosiły do mojego życia. Pod pierwszy nóż poszły newsy z tvn24 i BBC. Zobaczyłem, że najwięcej czasu tracę właśnie na ciągłe czytanie wiadomości o polityce i życiu ludzi w Polsce, w UK, w USA. Ilość newsów o Donaldzie Trumpie, Jarosławie Kaczyńskim, zamachach, biedzie i smutku była zatrważająca! Zainstalowałem na swoim komputerze aplikację, o której mówił Mirek z Bloga Miroburn, która blokuje strony takie jak tvn24, BBC, CNN, naTemat etc. Życie bez newsów jest zdecydowanie przyjemniejsze. Nikt ani nic mnie nie stresuje, nie podnosi ciśnienia, nie ziębi ani grzeje. Uznałem, że skoro nie wiem co się dzieje na Bułgarii, w Danii, czy Ugandzie to, czemu mam wiedzieć co się wyprawia w Polsce? Nie mieszkam tam, nie płacę podatków to, w jakim celu czytam wiadomości o tym kraju? Bardzo głupie marnowanie czasu! Tę samą zasadę zastosowałem w stosunku do reszty świata. Nie czytam, nie sprawdzam, nie interesuję się absolutnie niczym ze świata polityki! Gdy chcę sie czegos dowiedzieć to pytam mojej żony czy wydarzyło się dzisiaj coś ciekawego na świecie? Najczęściej mówi, że nie 🙂 Jest to najlepszy przegląd newsów, jaki można mieć. Kilka słów przy kolacji. Tyle. Zaoszczędzony czas ok 2h dziennie!

Krok drugi – Facebook

Kolejnym krokiem na drodze do uzyskania pełnej wolności umysłu i zapanowaniu nad brakującymi godzinami każdego dnia był… Facebook! Po ukryciu większości znajomych publikujących polityczne newsy i wszystkich funpage’s stron, firm, aplikacji na moim fejsie zwyczajnie powiało nudą. Pomysłem, że skoro oglądanie fejsa NIC nie wnosi do mojego życia to, czemu go mam używać? Ta sprytna aplikacja brzęczy i wysyła sygnały, by co kilka godzin do niej sięgnąć i dać się zahipnotyzować filmikom, obrazkom, lajkom. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o uzależnieniu od social mediów wejdź na bloga Agaty.

Czy było łatwo?

Szczerze to było mi bardzo trudno. Najgorzej było odciąć się od newsów. Byłem naprawdę uzależniony od tych stron. Wypełniałem sobie każdą wolną chwilę czytaniem wiadomości i gdy tego zabrakło, nie wiedziałem czym to wypełnić. Odruchowo wchodziłem więc na Facebooka, a tam czekało mnie niemiłe rozczarowanie: „konto zamknięte”. Pierwsze dwa tygodnie były ciężarem, później przywykłem i byłem dumny z siebie, że to zrobiłem. Nawet teraz dzieląc się ze światem moimi poczynaniami motywuję się, by nie zrezygnować z tej drogi. Wierzę, że świat może funkcjonować bez wiadomości i Facebooka.
Przykre jest tylko to uczucie wyobcowanego. Nie wiem co się dzieje u moich kolegów i znajomych, których poczynania śledziłem każdego dnia. Nie otrzymuje zaproszeń ani powiadomień o urodzinach. Ludzie się już odzwyczaili od rozmów telefonicznych i pisania SMS-ów. Telefon milczy. Może to dobrze, a może nie? Czas pokaże. Na razie za wcześnie by wyciągać wnioski. Jedno jest pewne mam o wiele więcej czasu dla siebie i mojej rodziny, z czego się bardzo cieszę. Życie w realu nie jest takie złe! 🙂

Żyję i mam się dobrze!

Na szczęście mam jeszcze Instagrama gdzie na bieżąco informuję ludzi o tym, że żyję i mam się dobrze. Mam Vibera i WhatsApp, które służą mi do kontaktu z bliskimi. Oglądam też dużo więcej filmów na YouTube, który nie wiem, czy wiecie, ale się nieźle rozwinął przez ostatnie lata. Trochę żałuję, że go zaniedbałem. Poza tym zaoszczędzony czas przeznaczam na czytanie książek, słuchanie audio-booków i rozwój osobisty.

Nie żałuję swoich decyzji. Polecam spróbować!

Podziel się tym artykułem z innymi!